Projekt pt. „Spotkania Kultur Pogranicza” - referaty na temat Regionu

Referaty na temat Regionu przygotowane przez młodzież LO Wisznice i wygłoszone na konferencjach „SPOTKANIA KULTUR POGRANICZA” w dniach 29 maja i 28 września 2007 roku

REFERAT OLGI KUKAWSKIEJ (29 maja)

Zwyczaje i obyczaje z przełomu XIX i XX w.

Kultura i zwyczaje to piętno jakie pozostawili po sobie nam nasi przodkowie. Zdarzenia, które w tamtych czasach były rzeczą normalną dziś budzą w nas ducha historii i skłaniają do głębszego poznania losów naszych przodków.

Obyczajowość Wisznic i okolic związana była z naturą, środowiskiem, gdyż te strony były regionem rolniczym. Głównym środkiem utrzymania wtedy była nasza „matka Ziemia”. To właśnie z bogactwa natury ludzie czerpali pożywienie, schronienie.

Prace na polu i przepowiadanie pogody

Siew zbóż jak i żniwa najczęściej rozpoczynano w sobotę. Dzień ten miał znaczenie symboliczne, był poświęcony Maryi, stąd wierzono, że w tym dniu będzie ładna pogoda, potwierdzało to też przysłowie: „Kto żniwa z Bogiem zaczyna szczęśliwie je kończy”. Uwieńczeniem całej pracy były dożynki. Gospodarze robili wtedy tzw. brodę dożynkową przyozdobioną kwiatami.

Przewidywanie pogody miało duże znaczenie dla zbiorów. Jeśli widać było jaskrawo zachodzące słońce następny dzień był wietrzny, ładny zachód słońca przepowiadał pogodny dzień, słońce zachodzące za chmurami wróżyło deszcz, a koguty piejące przed wieczorem zapowiadały zmianę pogody.

Tradycje świąteczne

Święta Bożego Narodzenia niosły ze sobą bogate i piękne zwyczaje. Jeśli w dzień wigilijny do domu chciała wejść „zła kobieta” to zamykano przed nią drzwi, gdyż uważano że przyniesie ona niepowodzenie na przyszły rok.

W zależności od tego czy do domu pierwsza przyjdzie kobieta czy mężczyzna można było wywnioskować jakiej płci będą się rodziły zwierzęta.

W każdym domu wieśniackim czy szlacheckim podczas kolacji wigilijnej na stole pod obrusem nie mogło zabraknąć sianka. Wiązkę niezmłóconych źdźbeł żyta stawiano w rogu izby.

Na początku XX w. u zamożnych mieszkańców Wisznic i okolic pojawił się zwyczaj ubierania choinki. Drzewko zdobiono owocami, ciastkami a także wszelkimi ozdobami przygotowanymi przez dzieci.

W noc wigilijna do drzwi takiego domu pukali kolędnicy z ubogich domów. Za odśpiewanie kolęd obdarowywano ich jedzeniem, gdyż otrzymane smakołyki mogły być ich jedynym posiłkiem świątecznym. W pierwszym, drugim i trzecim dniu świąt domy odwiedzali już kolędnicy z gwiazdą. Gwiazdy były różne, w zależności tego jakie materiały posiadali wykonawcy.

Na Nowy Rok do miski z wodą wsypywano drobne pieniądze i ta wodą obmywano twarz. Wierzono, że dzięki temu pieniądze będą w domu przez cały rok.

W wigilię Wielkanocy domownicy zabierali się za robienie pisanek. Ozdabiali je w kurczaczki, bociany, kwiaty, a potem okraszali w cebulniku. Takimi pisankami rodzice chrzestni obdarowywali swoich chrześniaków. Malowane jajka używano również do zabawy, a była nią gra „na wybitki” i „w taczki”. W tej grze istotne znaczenie miała moc kraszanki. Zabawa polegała na tym aby zbić jak największą liczbę jajek. Byli też tacy, którzy wybierali łatwiejszą, ale niekoniecznie sprawiedliwą taktykę zwycięstwa. Otóż wydmuszki wypełniali żywicą, którą podgrzewali, aby przylegała do ścianek, a potem malowali skorupki by wyglądały jak inne jajka. Takim sposobem można było łatwo wygrać.

Świat czarów i zabobonów

Ciekawość świata i otoczenie ukształtowały w nas różne wyobrażenia na temat ludzi, zwierząt, przyrody. Zaczęto wierzyć w czary, jasnowidzów, znachorów, a także czymutów i czarodziejów, którzy dzięki mocy złych czarów mogli rzucać uroki i urzekać ludzi.

W Wisznicach wierzono, że czarownice zlatywały się podczas mglistych wieczorów na Czortyniawce oraz przy nowiu księżyca na rozstajach dróg. Sądzono, że czarownice wykradały się z domu niepostrzeżenie i dzięki czarcim mocom wznosiły się w górę na miotle czy łopacie.

Jedni posiadali moc, która pomagała człowiekowi, inni taką, która tylko szkodziła.

W tym czasie ukształtował się zarys osoby, w której drzemią złe siły. Ludzie, którzy mięli ponure spojrzenie lub „oczy na wierzchu” samym wzrokiem rzucali urok zarówno na dzieci jak i na dorosłych. Pod władaniem czarów mogły znaleźć się również zwierzęta. Urzeczenie występowało u dorosłych pod postacią złego samopoczucia, bezsenności, lęku, a u dzieci jako choroba, zrywanie się z płaczem w nocy lub brak apetytu. Spod wpływu uroku wyleczyć mogła taka osoba jak szeptun. Odmawiała ona określoną modlitwę i zaklęcie oraz wykonywała magiczne czynności.

W naszej okolicy, a dokładniej w Żeszczynce, takie umiejętności posiadał człowiek na którego mówiono „Boziunia”.

Zostawiajmy po sobie dobre imię i trwałą pamięć wśród nieśmiertelnych, aby nasze życie nie przeszło nadaremnie. Tak pewnie również myśleli nasi przodkowie i obdarowali nas wiecznym bogactwem - swoim istnieniem i kulturą, która kształci i wciąż ciekawi.

REFERAT KATARZYNY SOKOŁOWSKIEJ (29 maja)

Życie mieszkańców Wisznic i okolic do 1918 r.

Wisznice zamieszkiwali ludzie narodowości polskiej i żydowskiej. Polacy utrzymywali się głównie z uprawy ziemi, a Żydzi z zajęć pozarolniczych czyli np. handlu i lekkiego rzemiosła. Ważną grupę w Wisznicach stanowili rzemieślnicy - już w 1845 r. można wymienić: 4 czapników, 7 szewców, 4 krawców, 6 tkaczy, 2 rzeźników, cieślę, grabarza, kapelusznika, szklarza, stolarza, piekarza, mularza i strycharza. Rodzina rzemieślnika była zwolniona z odrabiania pańszczyzny, dopóki rzemiosło było uprawiane. Występowała jeszcze jedna grupa społeczna, a mianowicie ogrodnicy, którzy musieli wykonywać szereg powinności wobec państwa i dworu.

Okolice Wisznic do drugiej połowy XIX wieku nie były zamieszkiwane przez drobną szlachtę, z tego powodu ziemie należały do właścicieli ziemskich, a także kościołów. Majątek ziemski podzielony był na ziemie dzierżawione chłopom i gospodarstwa dworskie, czyli folwarki. W dobrach wisznickich znajdowały się następujące folwarki: Aleksandrów, Choroszczynka, Curyn, Sapiehów i Wygoda. Chłopi zobowiązani byli odrabiać pańszczyznę,a na rzecz skarbu państwa musieli płacić podatek zwany podymnym, a także płacić dziesięcinę kościołowi. Musieli także uprawiać swoją dzierżawioną ziemię, na co niezbyt starczało im czasu, dlatego musieli wynajmować parobków.

Rolnicy cały czas zwiększali swoje obszary pod uprawy poprzez wypalanie lasów. Stosowali trójpolówkę. Ich głównymi narzędziami pracy były: drewniana socha, pług obsypnik, a także drewniane brony. Większość narzędzi rolniczych, a także przedmiotów codziennego użytku wykonywana była z drewna, wikliny i słomy. Wieśniacy zajmowali się również hodowlą zwierząt: koni, bydła, świń, owiec, kur i kaczek. Ważnym elementem całej społeczności było tkactwo. Ludzie sami wytwarzali sobie odzież, na kupno tkanin mogli sobie pozwolić wyłącznie bogaci.

Tradycyjne rodziny chłopskie były wielopokoleniowe czyli składające się z gospodarza i jego żony, dzieci i wnuków. Często w jednym gospodarstwie zamieszkiwało kilku synów. Była to sytuacja bardzo korzystna, gdyż przy dużej liczbie ludzi łatwiej było odpracować pańszczyznę i zająć się dzierżawioną ziemią. Często więc o zamożności chłopów decydowała liczba synów. Po śmierci gospodarza jego miejsce zajmował najstarszy syn. Przy zawarciu małżeństw trzymano się trzech zależności: społecznych, wyznaniowych i ekonomicznych. Przyszli małżonkowie musieli uwzględniać wszystkie te czynniki. Żona dostawała od swojej rodziny wiano, ale mąż i jego rodzina mógli się stać prawnymi jej właścicielami dopiero po pojawieniu się dzieci.

Na „posesji” chłopa znajdował się budynek mieszkalny i budynki gospodarcze. Mieszkanie chłopskie czyli chałupa już w połowi XIX wieku budowana była z tartego drzewa, a pokryta była słomą. Składała się z izby mieszkalnej, komory i sieni. Podłoga, czyli klepisko z braku funduszy wykonywane było z gliny. Średnio w każdym takim domu mieszkało 6 osób. Najważniejszym pomieszczeniem była izba, w której na ścianach wisiało wiele obrazków religijnych. Było tam mało przedmiotów. Jeżeli w takiej izbie był stół, to był on centralnym miejscem. Jego funkcja była inna od dzisiejszej, był on pewnego rodzaju ołtarzykiem z obrazem świętym na którym trzymano chleb, nie jedzono przy nim. Bardzo funkcjonalna była przyścienna ława na której spano, siadano i jedzono. W ubogich domach sypiano na gołej słomie, w tych bogatszych słoma była przykrywana różnymi materiałami. Szafek zazwyczaj nie było. Komora funkcjonowała w celach przechowawczych. Trzymano tam np. tkaniny, odzież, przedmioty codziennego użytku i jedzenie. W domach znajdowały się naczynia i sprzęty gliniane i drewniane. Były to: miski, dzbanki, donice, sagany, beczki, łyżki, maselnice, kubki, kieliszki itp..

Swoje potrzeby żywnościowe chłopi zaspokajali produktami rolnymi i hodowlanymi z własnego gospodarstwa. Niestety często zdarzały się susze albo zbyt mokre lata, które prowadziły do głodu. Najważniejszymi produktami były: ziemniaki, zboże, kapusta i groch. Żyto służyło do wyrobu mąki, a inne zboża do wyrobu kaszy. Wodę brano głównie z rzeki lub studni. Latem robiono soki z owoców znalezionych w lesie. Z produktów żywnościowych w sklepach zaopatrywano się jedynie w sól, piwo, wódkę, a w późniejszych latach także w pieprz i śledzie. Chłopi nie jedli wszystkiego co wyprodukowali, gdyż większość nabiału, mięsa, drobiu, jaj sprzedawali. Przygotowywano je wyłącznie na specjalne okazje. Już w tamtych czasach problemem społecznym było pijaństwo. Wódkę uznawali za najlepsze lekarstwo. Chłopi wierzyli w zabobony i wilkołaki. Ludzi chorych wożono do znachorów, i dopiero gdy ci ludzie nie potrafili pomóc, chorego wiozło się do lekarza. Dopiero po uwłaszczeniach sytuacja chłopów polepszyła się, zaczęli wieść trochę lepsze życie.

Wisznice były małym miasteczkiem z wieloma instytucjami. Jak w każdym mieście, tak i w tym małym miasteczku ważną rolę odgrywał rynek, na którym odbywały się trzy doroczne jarmarki, na które przybywali handlarze i kupcy z odległych miejscowości (można na nich było kupić: zwierzęta hodowlane, zboża i nasiona, a także przeróżne wyroby rzemieślnicze i przedmioty użytku codziennego) oraz cotygodniowy targ na którym można było kupić i sprzedać owoce pracy okolicznych rzemieślników i chłopów.

Ważne miejsce odgrywał stary drewniany kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem NMP Gromnicznej przy którym był cmentarz, na którym była dzwonnica konstrukcji słupowej, przy kościele znajdowała się również plebania i różne budynki gospodarskie. Za drogą do dworu znajdowała się cerkiew unicka z cmentarzem na którym była również dzwonnica. Przy kościele znajdowała się jednosalowa szkoła elementarna. Przy rynku były również budynki poczty, sądu gminnego, a także szopa w której trzymano sprzęt przeciwpożarowy.

Przy wschodniej stronie rynku mieściły się zabudowania rzemieślnicze, a przy północnej stronie - domy żydowskie. W zabudowie szeregowej przy rynku znajdowały się 32 sklepy. Niedaleko rynku znajdowały się budynki użytku publicznego przeznaczone wyłącznie dla Żydów tj. szkoła dla chłopców, łaźnia i szpital. Wodę pobierano z 12 studni za pomocą drewnianego wiadra przymocowanego do kluczyska. Dwór i folwark Sapiehów, a później Sosnkowskich usytuowany był na lewym brzegu Zielawy na lekkim wzniesieniu. Był skromną budowlą. Do zabudowań dworu należała m.in. spora cegielnia. Niestety dwór nie przetrwał do dzisiejszych czasów pozostały po nim jedynie ruiny - to samo stało się z większością zabytków. Na obrzeżach występowała gorzelnia, a także murowany młyn wodny. Wszystkie zabudowania mieszkalne jak i użytku publicznego były drewniane i w większości kryte słomą.

REFERAT WERONIKI ŁOBEJKO (28 września)

logo Euroregionu Bug, kliknij, aby wejœć na stronę Euroregionu

Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego

Romanów jest to miejscowość położona między Białą Podlaską a Włodawą, niedaleko Wisznic. Znana jest głównie z muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. Książe Roman Sanguszko ok. roku 1640 wybudował w Romanowie mały zameczek myśliwski. Po ślubie jego wnuczki Anny w 1620 roku posiadłość przeszła w ręce Leszczyńskich. Przez cały XVIII wiek Romanów należał do rodziny Sapiehów, którzy to ok. 1801 roku sprzedali dobra Błażejowi i Annie Malskim. W latach 1806-1812 Malscy na miejscu starego dworu postawili nowy - murowany, klasycystyczny, ze sklepieniem krzyżowo-kolebkowym, z czterospadowym dachem i czterokolumnowym gankiem od frontu. Do dworu wiodła półkolista droga ograniczona wysokim murem.

Romanów po raz kolejny zmienił właścicieli w roku 1846, kiedy to córka Malskich Zofia poślubiła Jana Kraszewskiego. Ich synem był słynny Józef Ignacy Kraszewski, który spędził w tej małej miejscowości swoje dzieciństwo. Przebywał on w Romanowie, pod opieką dziadków, do piętnastego roku życia. W tym czasie był uczniem najpierw bialskiej, a potem lubelskiej szkoły. Z Romanowa wyprowadził się ok. 1827 roku i przyjeżdżał tu już tylko jako gość. Często w swoich publikacjach wracał do „raju utraconego” którym był dla niego Romanów.

W roku 1846 dobra Romanowskie przyszły w ręce rodziców pisarza, a w 1864 roku odziedziczył je brat Józefa - Kajetan. Był on człowiekiem wszechstronnym: wspaniałym malarzem, rzeźbiarzem, literatem, muzykiem, astronomem oraz kolekcjonerem antyków. Zgromadził on w Romanowie bogaty księgozbiór, w tym starodruki, rękopisy, historyczne portrety, niemal cały komplet ówczesnych dzieł Józefa oraz kilka jego obrazów i zbiór broni. Kajetan zorganizował w swoim dworku obserwatorium astrologiczne z bardzo drogim, sprowadzonym z zagranicy, wyposażeniem oraz wprowadził w Romanowie nowoczesną gospodarkę zakładając ogród i oranżerię.

Kolejnymi właścicielami dworu byli Bogusław i Krzysztof Kraszewscy, a po nich (od roku 1914) córki Krzysztofa Kraszewskiego. Ostatnimi gospodarzami byli Paulina i Jan Rościszowscy, którzy opuścili Romanów w 1939 roku. Od tego czasu dwór opustoszał, a w roku 1943 został podpalony już po raz trzeci. Przy odbudowie został powiększony o piętro, ganek zastąpiono portykiem z czterema kolumnami podtrzymującymi balkon.

W 1958 roku Wojewódzka Rada Narodowa w Lublinie powołała Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Romanowie. Muzeum otwarto w 1962 roku w lipcu. Kolejne prace odnawiające dwór ok. 1987 ? 1991 roku przywróciły stary podjazd z rampą, taras z balkonem oraz historyczny układ salonu.

Skarb Parczewa

sponsor - Unia Europejska

Parczew jest to jedno z najstarszych miast Polesia Lubelskiego. Położone jest na równinie nad rzeką Piwonią. Na przełomie XIV i XV wieku miasto było niemal w centrum państwa Jagiellonów. Dziś jest to zwyczajne miasteczko, posiadające jednak swój skarb. Zbliżając się do Parczewa można już dostrzec strzeliste wieże bazyliki pod wezwaniem Jana Chrzciciela, dumnie królujące nad miastem. Najważniejsza jednak rzecz kryje się w jej wnętrzu. Jest to obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem nazwany „Matką Bożą z Gruszką”.

Obraz został namalowany w XVI wieku przez malarza pochodzącego ze szkoły flamandzkiej. Nikt nie potrafi powiedzieć w jaki sposób znalazł się w Parczewie, ponieważ żadna teza na ten temat nie została potwierdzona.

Pierwsza wzmianka o kościele i parafii pochodzi z 1401 roku, a o obrazie z 1826 roku. W tym też roku kronikarz parafialny zapisał informacją o pożarze w cerkwi unickiej, dodając, że ocalał obraz Matki Bożej. Obraz najpierw trafił do kościoła farnego, a później do Świętego Ducha, a następnie w roku 1862 oddano go w ręce Unitów. Notatki z czasów, gdy dzieło znajdowało się w kościele Świętego Ducha mówiły o tym, że wizerunek Maki Bożej posiadał dwie ramy i zasłonę, oraz że na głowie Matki Bożej i Dzieciątka były pozłacane korony, a obraz wisiał na głównym ołtarzu.

Burzliwe dzieje obrazu trwały nadal. W 1867 roku, kiedy „Matka Boża z Gruszką” były w cerkwi unickiej, przekazano obraz prawosławnym. Dopiero w roku 1905 dzięki ukazowi tolerancyjnemu unici zyskali swobodę dostępu do swojej Matki Bożej.

Niestety w 1915 roku, podczas I Wojny Światowej w parczewskim kościele Niemcy zorganizowali szpital. Obraz wraz z innymi rzeczami został wyrzucony i złożony w kruchcie nowej, budowanej wówczas świątyni. Po zakończeniu wojny wizerunek trafił znów do kościoła jednak został umieszczony w nawie bocznej, a z czasem przysłonięty chorągwiami. Czas działał na niekorzyść wizerunku. Obraz niszczał aż do momentu gdy został zabrany na plebanię - ozdobiono nim wnętrze biblioteki. Rzesze ludzi nawet pod nieobecność obrazu w kościele, przychodziły aby modlić się do „swojej Matki” i prosić ją o liczne łaski.

Po zakończeniu wojen obrazem zainteresował się ksiądz Czesław Nowicki, któremu historię wizerunku „Matki Bożej z Gruszką” opowiedziała matka. Ksiądz postanowił odnaleźć obraz. Szukał, starych notatek w archiwach i pytał mieszkańców o przedmiot niegdysiejszego kultu. Poświęcenie księdza odniosło skutek i znalazł obraz. Dzięki kolejnym proboszczom interesującym się obrazem oddany został do renowacji i 15 sierpnia 1968 roku powrócił nad główny ołtarz w kościele. Od tego dnia parafia pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela stała się sanktuarium maryjnym.

W 1989 roku nadano świątyni tytuł Bazyliki Mniejszej. Wielkim propagatorem kultu Matki Bożej był proboszcz Mieczysław Marczuk, a jego następcą był ksiądz Tadeusz Lewczuk. Uwieńczeniem ich starań były uroczystości koronacji, które odbyły się 6 maja 2001 roku. Aktu koronacji dokonał Prymas Polski Józef Glemp.

Pałac Zamoyskich w Jabłoniu

August hr. Zamoyski w roku 1884 nabył Jabłoń dla swojego syna Tomasza. W tym czasie zastał tam podupadający pałac Strzyżowskich oraz park wzorowany na angielskiej modzie, urządzony przez ogrodnika Wita Hurbanta. W 1891 roku Tomasz hr. Zamoyski wzniósł w Jabłoniu późnoklasycystyczny dwór, który zaprojektował Ksawery de Makowo-Makowski. Obecnie jest to oficyna pałacowa. Zamoyski od samego początku traktował tę rezydencje jako przejściową oraz pomocniczą, na co wskazuje przeznaczenie podpiwniczenia budynku, jako zaplecza gospodarczego. Na miejscu dawnego pałacu Strzyżowskich wybudowano w latach 1904-1905 pałac, a w następnym czasie dostawiono oranżerię, galerię, kaplicę, kordegardę - domek odźwiernego i bramę wjazdową.

Nad projektem pałacu pracowali wiedeńscy architekci Fellner i Helmer. Budowla została wzniesiona na planie prostokąta. Parter pełnił funkcję reprezentacyjną. Na pierwszym piętrze ulokowano sypialnie domowników, zaś poddasze przeznaczono dla gości. Centralnym pomieszczeniem pałacu jest hol poprzedzony sienią. Mieści on ozdobną klatkę schodową oraz okazały kominek o charakterystycznej dla angielskiej architektury formie łuku Tudorów, który wskazuje, że pomieszczenie te mogło pełnić także funkcję salonu. Jego ściany zdobiły portrety przodków hr. Tomasza, które powstały w pracowni Wojciecha Kossaka. Wyposażenie wnętrza dopełniły bogate boazerie oraz strop kasetonowy. Imponujące wnętrze holu miało godnie przywitać gości i dać wyobrażenie o randze domu.

Z holu można było dostać się do sali jadalnej oraz do tak zwanej Białej Sali. Był to pokój wypoczynkowy, gdzie gromadziła się rodzina przed posiłkiem oraz gdzie przeprowadzano rodzinne rozmowy. Nie sposób nie zauważyć w nim pięknego neobarokowego kominka,, który został wykonany przez warsztat angielski, oraz pięknej dębowej podłogi mozaikowej. Z Białą Salą sąsiadował gabinet pana domu, który należał do ważnych pokoi dziennych pałacu typu angielskiego.

Po przeciwnej stronie sieni znajduje się pomieszczenie będące pierwotnie biblioteką pałacową. Męskiego charakteru bibliotece nadawały liczne trofea myśliwskie zdobiące ich ściany. Znając zamiłowania hr. Tomasza do polowań, można by przypuszczać, że było to jego ulubione pałacowe pomieszczenie. Wszystkie reprezentacyjne pomieszczenia parteru otrzymały bogata dekoracje wnętrza. Stanowiły ją ciekawe boazerie oraz stiukowe sztukaterie zdobiące sufity. Uzupełnieniem były bogate obramienia drzwiowe i okienne. Pałac hr. Tomasza Zamoyskiego był wzorowany na angielskich rezydencjach z czasów przełomu późnego gotyku i początków renesansu. Na całym terytorium Rzeczpospolitej przedrozbiorowej trudno znaleźć dla tego pałacu odpowiednik nawiązujący równie precyzyjnie do architektury angielskiej XVI wieku.

Najbardziej gotycka w charakterze jest kaplica zamkowa. Dostawiona jest do tylnej ściany galerii, która łączy pałac z oficyną. Jest skromną prostopadłościenną budowlą o wnętrzu oświetlonym przez pięć ostrołukowych okien. W roku 1906 ukończono budowlę oranżerii. Była ona pierwotnie przykryta szklanym dachem. W dalszej kolejności wzniesiono kordegardę.

Tuż przed wybuchem I Wojny Światowej hr. Tomasz zakończył budowę zespołu folwarcznego w Jabłoniu, składające się z siedmiu murowanych czworaków, jednego dwojaka, domu administratora i budynków gospodarczych. Czworaki nadal służą jako domy mieszkalne.

REFERAT KLAUDII SUZONOWICZ (28 września)

Horodyszcze

Horodyszcze jest wsią położoną na terenie Równiny Parczewskiej, na Polesiu, w pobliżu rzeki Zielawy, 4 km na południowy zachód od Wisznic. Tę oto niewielką, z pozoru nieciekawą miejscowość charakteryzuje fascynująca historia i wiele nie odkrytych tajemnic

Mapa okolic Horodyszcza

Mapa okolic Horodyszcza
(źródło: mapa.szukacz.pl)

Przejeżdżając przez wieś nie zauważymy zabytkowych dworków, pomników, ruin zamku. Możemy jedynie zobaczyć nowe domy, murowany kościół, dużą, nowoczesna szkołę. Żaden z tych obiektów nie świadczy o tym, że jest to stara miejscowość. I tu sprawdza się powiedzenie „pozory mylą”, bowiem po raz pierwszy została ona zarejestrowana w 1416 roku. (źródło: książeczka o historii Horodyszczu własności Szkoły Podstawowej w Horodyszczu) Gdy wyjeżdżamy z Horodyszcza, kierując się na Łyniew, przekraczamy rzekę Zielawę. To właśnie w jej pobliżu, na terenie dzisiejszych rozległych łąk w XV wieku znajdowały się 2 grodziska, które dały początek dzisiejszej wsi. Jedno, średniowieczne (na pd.- wsch. od wsi, nieopodal kanału paszenkowskiego) zajęte jest przez cmentarz, drugie możemy obejrzeć na południowym skraju osady.

Na początku II poł. XVII Iwan Połubiński lokował na tych terenach miasto na prawie magdeburskim. Wg odkryć archeologów, prowadzących przez cały czas wykopaliska na tych terenach, w osadzie znajdował się rynek z układem ulic, kilka domów, cerkiew unicka z domem popa. Obok miasteczka umieszczony był browar, kilkanaście rzemieślników, młyn oraz pastewnik.

Krajobraz łąk Horodyszcza, miejsca dawnego grodziska

miejsce dawnego grodziska
(źródło: www.mojepodlasie.friko.pl)

Szczególnie interesujące jest cmentarzysko ciałopalne składające się z 10 kilkumetrowych ziemnych kurhanów, kryjących popioły i szczątki dawnych mieszkańców.

W dzisiejszym krajobrazie możemy zaobserwować pozostałości dawnego grodziska. Co prawda nie odnajdziemy żadnych budynków jednak zauważymy dwa charakterystyczne wzniesienia świadczące o istnieniu w tych miejscach budowli. Pierwszym z nich jest uwypuklenie terenu znajdujące się niedaleko dzisiejszej tamy rzecznej na Zielawie. Niegdyś wznosiła się tam cerkiew pw. Św. Trójcy, której istnienie potwierdzają dokumenty z 1576 roku. Obecnie nie zobaczymy tam świątyni, ani nawet jej ruin, lecz niewielkie wzniesienie zwane przez mieszkańców Horodyszcza ?cerkwiskiem?. Jedna z legend mówi, że jeżeli przyłożymy ucho o godzinie 24:00 do ziemi, na której stała cerkiew, usłyszymy bicie dzwonów.

Rzeka Zielawa z zaznaczonym 'cerkwiskiem'

Zielawa z zaznaczonym „cerkwiskiem”
(foto: Klaudia Suzonowicz)

Innym charakterystycznym miejscem jest cmentarz założony w 1801 roku na owalnym nasypie zwanymi „Górą Zamkową” lub „zamczyskiem”. Jest on pozostałością fortalicji i zamku. Zamek, a raczej dwór obronny został zbudowany przez Wasyla Połubińskiego. Spłonął on w 1550 roku wraz z drewnianą cerkwią. Fortalicje zniszczono w połowie XVII w., zapewne w czasie wojen kozackich lub szwedzkich.

O grodzie krążą liczne legendy. Jedna z ciekawszych historii mówi, że w czasach najazdu szwedzkiego wojsko polskie uchodząc przed wrogiem obok głównego skrzyżowanie ulic Horodyszcza zakopało skarb, którego nigdy nie udało się odnaleźć. Od owego czasu ulice wsi wielokrotnie zmieniały swój bieg i zagadkowe główne skrzyżowanie ciągle pozostawało tajemnicą. Do dzisiaj rolnicy uprawiając swoje pola maja nadzieje, że to właśnie po ich ziemią znajduje się ów skarb.

Wciąż do Horodyszcza przybywają rzesze archeologów poszukujących śladów istnienia grodu. Do istotnych odkryć możemy zaliczyć fragmenty naczyń glinianych datowane na X-XI w.n.e. oraz wspomniane wcześniej cmentarzysko ciałopalne z dobrze zachowaną, czworoboczną, drewnianą konstrukcję podkurhanową w jednym z kopców. W wyniku analizy antropologicznej i archeologicznej stwierdzono, że w każdym grobie miały miejsce pochówki zbiorowe. Do ważnych odkryć zaliczyć należy obecność przepalonych kości zwierzęcych (młodego konia) wśród kości ludzkich. Znaleziska te poświadczają znane ze źródeł pisanych przekazy o paleniu zwierząt ofiarnych razem z umarłymi na stosach ciałopalnych.

Horodyszcze kryje przed jego mieszkańcami wiele tajemnic. Wśród nich niegdyś krążyło wiele legend o grodzie. Niestety większość z nich została zabrana do grobu lub najzwyczajniej zapomniała. Dlatego do tej niewielkiej wsi przybywają tak liczne rzesze archeologów, łaknących poznania historii oraz potwierdzenia istnienia grodziska w tym miejscu. Zachęcam do zgłębienia się w historię Horodyszcza, rozmów ze starszymi ludźmi znającymi interesujące opowieści oraz wsłuchanie się w szum drzew, które pamiętają czasy świetności wsi.

W swoim referacie wykorzystałam następujące źródła:

  1. www.mojepodlasie.friko.pl
  2. www.turystyka.lubelskie.pl
  3. joannakalaga.pradzieje.pl
  4. Książeczka o historii Horodyszcza - własności Szkoły Podstawowej w Horodyszczu

flag of Belarusflag of Polandsponsor - Unia Europejska

logo Euroregionu Bug, kliknij, aby wejść na stronę Euroregionu Buglogo Programu Sąsiedztwa Polska-Białoruś-Ukraina INTERREG IIIA/Tacis CBC 2004-2006


Uwaga! informacje na temat samego Stowarzyszenia „Forum Rozwoju Regionu” i innych projektów, nie związanych z Euroregionem Bug, znajdują się na stronie: wisznice.com.pl

na początek strony

Copyright © 2007 - 2009 by SFRR w Wisznicach, ostatnia aktualizacja: 2 stycznia, 2009